wtorek, 28 stycznia 2014
Od Hedory "Nowy stary przyjaciel cz.1"
Ćwiczyłyśmy z Jemerą bojowe kroki, gdy usłyszałam czyjeś kroki za sobą. To moja przyjaciółka, Luisiana.
Nie odzywała się. O co mogło chodzić?
- Powiesz coś? - odezwałam się pierwsza.
Wskazała ręką bym szła za nią.
Długo tak można iść?
Wieki.
O matko..
Szybciej!
Jesteśmy. I co? Domek Aminy.
Serio? Krążyłyśmy wszędzie żeby dojść tu?
Luisiana pokazała, żebym weszła. Jak ja nie lubię takich tajemniczych zdarzeń.
No ale dobra. Zapukałam i otworzyłam drzwi. Amina stała przy największym oknie i uśmiechała się widząc, jak jej Naviera bawi się z jeżem.
- Witaj, Hedoro. Usiądziesz?
- Cześć, yyy.. to znaczy witaj Amino.
- Nie przejmuj się takimi drobnostkami jak powitanie, kochana. Jesteś tu w ważniejszej sprawie.
Muszę przyznać, twarz mi trochę ... zbladła?
- Czy.. ja coś zrobiłam? - zapytałam niepewnie.
- Nie nie - zaśmiała się przyjacielsko. - Wszystko dobrze, ale koniecznie musisz kogoś poznać.
Wyszłyśmy na dwór. Luisiany nie było. Za to stał tam.... Seleythen?
Uśmiechnęłam się. O mój Boże...
- Seleythen! - podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na ramiona. - No nie wierzę! Co tu robisz?
- No powiedzmy, że Luisiana mnie zaprosiła. - uśmiechnął się tym swoim takim słodkim, szyderczym uśmieszkiem. Jak ja to kocham..
Może zacznijmy od tego kim on jest. Moim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. W wieku nastoletnim był nawet chłopakiem..., ale musiałam wyjechać. To wszystko zepsuło. Więc nawet nie wiecie jak się cieszę, że on tu jest!
CDN!
Nie odzywała się. O co mogło chodzić?
- Powiesz coś? - odezwałam się pierwsza.
Wskazała ręką bym szła za nią.
Długo tak można iść?
Wieki.
O matko..
Szybciej!
Jesteśmy. I co? Domek Aminy.
Serio? Krążyłyśmy wszędzie żeby dojść tu?
Luisiana pokazała, żebym weszła. Jak ja nie lubię takich tajemniczych zdarzeń.
No ale dobra. Zapukałam i otworzyłam drzwi. Amina stała przy największym oknie i uśmiechała się widząc, jak jej Naviera bawi się z jeżem.
- Witaj, Hedoro. Usiądziesz?
- Cześć, yyy.. to znaczy witaj Amino.
- Nie przejmuj się takimi drobnostkami jak powitanie, kochana. Jesteś tu w ważniejszej sprawie.
Muszę przyznać, twarz mi trochę ... zbladła?
- Czy.. ja coś zrobiłam? - zapytałam niepewnie.
- Nie nie - zaśmiała się przyjacielsko. - Wszystko dobrze, ale koniecznie musisz kogoś poznać.
Wyszłyśmy na dwór. Luisiany nie było. Za to stał tam.... Seleythen?
Uśmiechnęłam się. O mój Boże...
- Seleythen! - podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na ramiona. - No nie wierzę! Co tu robisz?
- No powiedzmy, że Luisiana mnie zaprosiła. - uśmiechnął się tym swoim takim słodkim, szyderczym uśmieszkiem. Jak ja to kocham..
Może zacznijmy od tego kim on jest. Moim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. W wieku nastoletnim był nawet chłopakiem..., ale musiałam wyjechać. To wszystko zepsuło. Więc nawet nie wiecie jak się cieszę, że on tu jest!
CDN!
Od Iriaela do Caleriana "Nauka walki" cd.
Podobno cały czas był niepewny. Powtarzał to bratu od samego początku przecież…a tu masz. Tyle czasu a on nadal tu jest…i jakoś wcale nie ciągnie opuszczać tego miejsca, które niepostrzeżenie stało się jego domem. Dosłownie na pamięć nauczył się już każdej ścieżki, polany, przejścia, czy ukrytej doliny. Haana i okolice nie miały przed nim tajemnic. Doskonale odnajdywał się w roli wojownika i strażnika patrolowego, które to zadanie z lubością wykonywał. Nikomu właściwie nie przeszkadzało już jego odludztwo, chyba nawet przyzwyczaili się do jego małomówności, choć przecież lubił rozmawiać. Obserwacje, jak zwykle były pomocne, ale jakoś zwyczajowo wolał zachowywać zebrane informacje. Wiedział więc bardzo dużo niemal o każdym z wioski, choć nie z każdym rozmawiał tyle, na ile świadczyła jego wiedza.
Jego brat…ehh..ten to w ogóle już „wrósł” w strukturę wioski. Odkąd zaprzyjaźnił się z Davosem, jakoś więcej czasu poświęcał sprawom Haana. W sumie – nie dziwił się. Od dawna wiedział, że Ismael nadawał się do takiej roli, a przywódcy wyraźnie docenili jego talenty. I tak oto został zastępcą Davosa. Oczywiście próbował i jego wciągnąć w poważniejsze sprawy, ale niezbyt mu się to podobało. Wolał swoje patrole i nocne wędrówki. Tak, Iriael dostał nawet ciche przezwisko – Nocny Łowca. W duchu nawet podobało mu się.
Dzisiejsza noc niemal nie różniła się od poprzednich. Prawie standardowy nocny patrol…prawie. Postać, która próbowała poruszać się szybko i zwinnie poległa na obu tych zadaniach. Rozpoznał go od razu. Jakże by inaczej? Młody Caelerian, syn przywódców stał się młodzianem, więc na miarę swego wieku dokazywał. Niemal wszędzie go było pełno. Czasem coś przeskrobał, czasem tylko przyglądał się, zagadywał. Miło było popatrzeć na taki zapał. Ostatnio zaś, z tego co widział, ogarnęła go mocna fascynacja walką. To też nie było dziwne, szczególnie, że miał do tego świetne predyspozycje…musiał tylko ćwiczyć, bo choć talentu mu nie brakowało, to doświadczenie było konieczne dla każdego, nawet najlepszego szermierza, czy łucznika. Tak było i teraz.
Młody elf starał się niepostrzeżenie wymknąć z domku, choć kilka zgrzytów, które on usłyszał, na pewno nie uszły uwadze Aminy. Jak widać jednak, pozwoliła synowi na jego własne decyzje. Jednak on mimo wszystko musiał dbać o swego rodzaju…porządek, nie, raczej chodziło o bezpieczeństwo. Cóż, młodość ma swoje prawa, ale bardzo często popełnia błędy.
Iriael wysuną się więc niepostrzeżenie na sam środek ścieżki, którą miał zamiar przebyć młody elf. Szczególnie, że podejrzewał gdzie się wybierał. Fiołkowa Dolina, to miejsce, gdzie odpoczywały jednorożce z wioski. Gdzie więc się wybierał? Stanął na widoku.
- Co tutaj robisz? – może nieco za ostro rzucił, ale cóż, na szczęście nie dodał „maluchu”, bo nadal się łapał na tym, że pamięta go jako małego brzdąca…a to już przecie nastolatek, który zdecydowanie uraziłby się taki tekstem.
- a Ty? Fiołki wąchasz?
Odpowiedź Caeleriana wywołała u niego szeroki uśmiech – no proszę, gadane miał, choć chyba zapominał się, że mimo wszystko...był od niego o niebo starszy, choć raczej z przekory podjął tę kwestię.
- Po pierwsze mój drogi CHŁOPCZE, nie jestem żaden „Ty”, bo z tego co pamiętam, nie przedstawiałem się Ci z imienia. Po drugie – tu zbliżył się, bo młody elf już szykował się do jakiejś ciętej riposty – nawet jeśli byśmy się znali, jestem na służbie i ktokolwiek przechodziłby tędy, musiałbym go zatrzymać i spytać o cel podróży…bo jak się domyślam, masz zamiar gdzieś się wybierać? Tak? Stanąłem teraz nieco niedbale, opierając się o drzewo, i choć minę miałem poważną i surową, to ledwie ukrywałem uśmiech. Cieszył mnie widok buńczuczności, która rodziła się w jego oczach.
Młodzian uniósł podbródek, wyprostował się. Ależ tym zachowaniem przypominał Davosa.
- Jestem na tyle dorosły, że sam mogę decydować, kiedy wybrać się na przejażdżkę!
- Na przejażdżkę mówisz? Rozumiem, że nie ma związku z tą przejażdżką ani ten mieczyk wiszący u Twego boku, ani łuk i kołczan pełen strzał?...
Caelerian rozejrzał się lekko speszony tym razem.
- Każdy tu nosi broń przecież… - jego głos złagodniał – myślałem, że nie będzie problemu…jakbym sobie poćwiczył…- głowy jednak nie opuścił. Patrzył prosto w oczy i mówił szczerze. Zdecydowanie ciekawy młody elf. Uśmiechnąłem się już całkiem rozluźniony.
- Cóż…niestety nie mogę Cię puścić samego… – i tu Caelerian znowu zaczął nabierać tego buńczucznego wyrazu twarzy - …ale za to, mogę Ci zaoferować swoje towarzystwo…na moim patrolu. Wóz, albo przewóz. Innej opcji nie ma… – Mówiłem to najpoważniej jak umiałem, ale widziałem, jak na słowa „patrol”, aż mu oczy błysnęły z radości.
- To jak? Umowa?
<Kontynuacja należy do Ciebie Calerianie>
Jego brat…ehh..ten to w ogóle już „wrósł” w strukturę wioski. Odkąd zaprzyjaźnił się z Davosem, jakoś więcej czasu poświęcał sprawom Haana. W sumie – nie dziwił się. Od dawna wiedział, że Ismael nadawał się do takiej roli, a przywódcy wyraźnie docenili jego talenty. I tak oto został zastępcą Davosa. Oczywiście próbował i jego wciągnąć w poważniejsze sprawy, ale niezbyt mu się to podobało. Wolał swoje patrole i nocne wędrówki. Tak, Iriael dostał nawet ciche przezwisko – Nocny Łowca. W duchu nawet podobało mu się.
Dzisiejsza noc niemal nie różniła się od poprzednich. Prawie standardowy nocny patrol…prawie. Postać, która próbowała poruszać się szybko i zwinnie poległa na obu tych zadaniach. Rozpoznał go od razu. Jakże by inaczej? Młody Caelerian, syn przywódców stał się młodzianem, więc na miarę swego wieku dokazywał. Niemal wszędzie go było pełno. Czasem coś przeskrobał, czasem tylko przyglądał się, zagadywał. Miło było popatrzeć na taki zapał. Ostatnio zaś, z tego co widział, ogarnęła go mocna fascynacja walką. To też nie było dziwne, szczególnie, że miał do tego świetne predyspozycje…musiał tylko ćwiczyć, bo choć talentu mu nie brakowało, to doświadczenie było konieczne dla każdego, nawet najlepszego szermierza, czy łucznika. Tak było i teraz.
Młody elf starał się niepostrzeżenie wymknąć z domku, choć kilka zgrzytów, które on usłyszał, na pewno nie uszły uwadze Aminy. Jak widać jednak, pozwoliła synowi na jego własne decyzje. Jednak on mimo wszystko musiał dbać o swego rodzaju…porządek, nie, raczej chodziło o bezpieczeństwo. Cóż, młodość ma swoje prawa, ale bardzo często popełnia błędy.
Iriael wysuną się więc niepostrzeżenie na sam środek ścieżki, którą miał zamiar przebyć młody elf. Szczególnie, że podejrzewał gdzie się wybierał. Fiołkowa Dolina, to miejsce, gdzie odpoczywały jednorożce z wioski. Gdzie więc się wybierał? Stanął na widoku.
- Co tutaj robisz? – może nieco za ostro rzucił, ale cóż, na szczęście nie dodał „maluchu”, bo nadal się łapał na tym, że pamięta go jako małego brzdąca…a to już przecie nastolatek, który zdecydowanie uraziłby się taki tekstem.
- a Ty? Fiołki wąchasz?
Odpowiedź Caeleriana wywołała u niego szeroki uśmiech – no proszę, gadane miał, choć chyba zapominał się, że mimo wszystko...był od niego o niebo starszy, choć raczej z przekory podjął tę kwestię.
- Po pierwsze mój drogi CHŁOPCZE, nie jestem żaden „Ty”, bo z tego co pamiętam, nie przedstawiałem się Ci z imienia. Po drugie – tu zbliżył się, bo młody elf już szykował się do jakiejś ciętej riposty – nawet jeśli byśmy się znali, jestem na służbie i ktokolwiek przechodziłby tędy, musiałbym go zatrzymać i spytać o cel podróży…bo jak się domyślam, masz zamiar gdzieś się wybierać? Tak? Stanąłem teraz nieco niedbale, opierając się o drzewo, i choć minę miałem poważną i surową, to ledwie ukrywałem uśmiech. Cieszył mnie widok buńczuczności, która rodziła się w jego oczach.
Młodzian uniósł podbródek, wyprostował się. Ależ tym zachowaniem przypominał Davosa.
- Jestem na tyle dorosły, że sam mogę decydować, kiedy wybrać się na przejażdżkę!
- Na przejażdżkę mówisz? Rozumiem, że nie ma związku z tą przejażdżką ani ten mieczyk wiszący u Twego boku, ani łuk i kołczan pełen strzał?...
Caelerian rozejrzał się lekko speszony tym razem.
- Każdy tu nosi broń przecież… - jego głos złagodniał – myślałem, że nie będzie problemu…jakbym sobie poćwiczył…- głowy jednak nie opuścił. Patrzył prosto w oczy i mówił szczerze. Zdecydowanie ciekawy młody elf. Uśmiechnąłem się już całkiem rozluźniony.
- Cóż…niestety nie mogę Cię puścić samego… – i tu Caelerian znowu zaczął nabierać tego buńczucznego wyrazu twarzy - …ale za to, mogę Ci zaoferować swoje towarzystwo…na moim patrolu. Wóz, albo przewóz. Innej opcji nie ma… – Mówiłem to najpoważniej jak umiałem, ale widziałem, jak na słowa „patrol”, aż mu oczy błysnęły z radości.
- To jak? Umowa?
<Kontynuacja należy do Ciebie Calerianie>
Od Nehariki "Przygody w Sten'heildan cz.2"
Rozdział II.
Ciężkie żelazne wrota sali tronowej otworzyły się z hukiem po pchnięciu jednego ze strażników, który rzucił następnie elfkę oraz towarzyszącego jej rzezimieszka niczym szmacianą lalka na sam środek ciemnej sali.
-Czego chcecie ode mnie?- powiedział władca do swoich strażników
-Przyprowadziliśmy ci panie złodzieja-wskazał na oprycha-którego ten elf-tym razem wskazał Neharike- chciał powstrzymać niszcząc przy tym całe miasto.
Władca popatrzył się surowo na leżących na środku elfów.
-Powstańcie, powiedzcie jak się nazywacie, i powiedzcie czy macie coś na swoją obronę.
Nim do Nehariki dobrze dotarły słowa władcy, opryszek zerwał się na równe nogi i rozpoczął:
-Nazywam się Balildur, pochodze z Aduurinu, do Sten'heildan przybyłem cztery miesiące temu, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Nastała chwila ciszy, więc elfka pomyślała że teraz ona wstanie:
-Nazywam się Neharika, jestem reprezentantem miejscowego kręgu wojowników, chciałam powstrzymać tego złodzieja- balildur rzucił na nią mordercze spojrzenie-zranienie innych elfów to był wypadek, chciałam tylko go powstrzymać...
-I dlatego rozrzuciłaś wokoło stertę kamieni mogących kogoś pozbawić życia?- rzucił zgryźliwie Balildur
-Zamilcz łotrze-krzyknąła elfka, przez co doszło między drowami do szarpaniny.
-Dosyć-krzyknął rozzłoszczony władca-albo będziecie mi posłuszni, albo...
W tej chwili wrota do sali ponownie się otworzyły, a do ciemnej sali wbiegł posłaniec trzymający w ręce jakiś zwój krzycząc:
-Panie, kolejny konwój wysłany do Earthglen nie dotarł na miejsce, prawdopodobną przyczyną są bandyci czyhający w lasach prowadzących do Earthglen.
-Jaki to jest las?- spytał się władca unosząc lewą brew do góry.
-Fearthen
-Przecież Fearthen jest zamieszkane przez leśne elfy, które widząc mroczne elfy na swoich ziemiach mogą je bezwzględnie wybić do nogi.
-Co proponujesz panie?- spytał się jeden z zaciekawionych strażników.
-Hmmm...-władca zamyślił się, po czym spojrzał na Neharike i Balildura.
-Wy!- wskazał na przetrzymywanych-udacie się razem z grupą strażników do Earthglen jako ochrona konwoju, macie się jutro stawić przy wrotach Sten'heildan w pełnym ekwipunku bojowym.
-Ale...-rzekła elfka
-Żadnych ale, masz jutro być obecna pod wrotami Sten'heildan z ekwipunkiem, albo trafisz pod topór.
Balildur zwiesił głowę
-Tak panie- odrzekł, po czym został wyprowadzony razem z Reschicalem przez strażników z ciemnej sali tronowej władcy mrocznych elfów.
CDN!
Ciężkie żelazne wrota sali tronowej otworzyły się z hukiem po pchnięciu jednego ze strażników, który rzucił następnie elfkę oraz towarzyszącego jej rzezimieszka niczym szmacianą lalka na sam środek ciemnej sali.
-Czego chcecie ode mnie?- powiedział władca do swoich strażników
-Przyprowadziliśmy ci panie złodzieja-wskazał na oprycha-którego ten elf-tym razem wskazał Neharike- chciał powstrzymać niszcząc przy tym całe miasto.
Władca popatrzył się surowo na leżących na środku elfów.
-Powstańcie, powiedzcie jak się nazywacie, i powiedzcie czy macie coś na swoją obronę.
Nim do Nehariki dobrze dotarły słowa władcy, opryszek zerwał się na równe nogi i rozpoczął:
-Nazywam się Balildur, pochodze z Aduurinu, do Sten'heildan przybyłem cztery miesiące temu, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
Nastała chwila ciszy, więc elfka pomyślała że teraz ona wstanie:
-Nazywam się Neharika, jestem reprezentantem miejscowego kręgu wojowników, chciałam powstrzymać tego złodzieja- balildur rzucił na nią mordercze spojrzenie-zranienie innych elfów to był wypadek, chciałam tylko go powstrzymać...
-I dlatego rozrzuciłaś wokoło stertę kamieni mogących kogoś pozbawić życia?- rzucił zgryźliwie Balildur
-Zamilcz łotrze-krzyknąła elfka, przez co doszło między drowami do szarpaniny.
-Dosyć-krzyknął rozzłoszczony władca-albo będziecie mi posłuszni, albo...
W tej chwili wrota do sali ponownie się otworzyły, a do ciemnej sali wbiegł posłaniec trzymający w ręce jakiś zwój krzycząc:
-Panie, kolejny konwój wysłany do Earthglen nie dotarł na miejsce, prawdopodobną przyczyną są bandyci czyhający w lasach prowadzących do Earthglen.
-Jaki to jest las?- spytał się władca unosząc lewą brew do góry.
-Fearthen
-Przecież Fearthen jest zamieszkane przez leśne elfy, które widząc mroczne elfy na swoich ziemiach mogą je bezwzględnie wybić do nogi.
-Co proponujesz panie?- spytał się jeden z zaciekawionych strażników.
-Hmmm...-władca zamyślił się, po czym spojrzał na Neharike i Balildura.
-Wy!- wskazał na przetrzymywanych-udacie się razem z grupą strażników do Earthglen jako ochrona konwoju, macie się jutro stawić przy wrotach Sten'heildan w pełnym ekwipunku bojowym.
-Ale...-rzekła elfka
-Żadnych ale, masz jutro być obecna pod wrotami Sten'heildan z ekwipunkiem, albo trafisz pod topór.
Balildur zwiesił głowę
-Tak panie- odrzekł, po czym został wyprowadzony razem z Reschicalem przez strażników z ciemnej sali tronowej władcy mrocznych elfów.
CDN!
niedziela, 26 stycznia 2014
Od Caleriana do Iriaela "Nauka walki"
Nie wiem czy nie powinienem poprosić o to mamę, ale siara, nie? Jestem już nastolatkiem!
Pierwszy raz, gdy podglądałem jak Dark szkoli wojowników, nie wiedziałem, że to takie fajne. Ale potem (nie wiem czy wiedział, że go podglądałem) przyszedł do mnie i za zgodą mamy wziął na prywatną lekcję. To było super! Te pchnięcia, cięcia, wszystko!
Moja White Rose, na której uczyłem się jeździć, często pytała, czy nie chciałbym na niej poćwiczyć, ponieważ do wojen jedziemy na swoich wierzchowcach, ale Dark surowo mi zabraniał.
Wtedy to się stało.
W nocy wymknąłem się z pokoju, i chociaż wiem, że Amina to widziała (bo jej nic nie umyka) to nie krzyczała za mną. Szedłem w stronę Fiołkowej Doliny, gdy ktoś ubrany na czarno zastąpił mi drogę. Iriael.
- Co tu robisz? - zapytał ostro.
- A ty? Fiołki wąchasz?
<Iriaelu?>
Pierwszy raz, gdy podglądałem jak Dark szkoli wojowników, nie wiedziałem, że to takie fajne. Ale potem (nie wiem czy wiedział, że go podglądałem) przyszedł do mnie i za zgodą mamy wziął na prywatną lekcję. To było super! Te pchnięcia, cięcia, wszystko!
Moja White Rose, na której uczyłem się jeździć, często pytała, czy nie chciałbym na niej poćwiczyć, ponieważ do wojen jedziemy na swoich wierzchowcach, ale Dark surowo mi zabraniał.
Wtedy to się stało.
W nocy wymknąłem się z pokoju, i chociaż wiem, że Amina to widziała (bo jej nic nie umyka) to nie krzyczała za mną. Szedłem w stronę Fiołkowej Doliny, gdy ktoś ubrany na czarno zastąpił mi drogę. Iriael.
- Co tu robisz? - zapytał ostro.
- A ty? Fiołki wąchasz?
<Iriaelu?>
Od Artemidy "Wyprawa-Błękitna Laguna cz.1"
Lenbrok się zatrzymał.Przed nami pojawiło się ogromne przejście i wiedziałam, że doprowadzi nas do Laguny.Zsiadłam z konia i dalej szłam pieszo, trzymając w ręku wodze od jednorożca.Nic nie było bardziej ekscytujące niż świadomość, że wkrótce zobaczę miejsce, które widziałam tylko w książkach dziadka.
-To tutaj Lenbrok-powiedziałam.
Błękitna Laguna.Słońce odbijało się od niebiesko-zielonej wody,właśnie to sprawia że to miejsce jest takie piękne.Zielone pagórki i ciemne doliny sprawiały,że coraz mocniej mi się tam podobało.Zdjęłam buty i weszłam do ciepłej wody.Szłam dalej.Widząc jak mój jednorożec bawi się z motylkami,powoli zdejmowałam części swojego ubrania.Zanurzyłam się, a gdy pływałam oglądałam piękne koralowce i nieznane mi dotąd ryby.
-Hej!-usłyszałam głos.Ciepły i uspokajający.-Jak cię zwą?-usłyszałam ponownie.
Wynurzyłam się, a na brzegu zobaczyłam zgrabnego ale silnego mężczyzne.
-Jak cię zwą?-spytał raz jeszcze.
-Ja..ja..Artemida-powoli wydukałam swoje imię.
Zorientowałam się właśnie,że stoje przed nim zupełnie naga.Szybko więc wskoczyłam do wody aby mnie nie widział.Podpłynęłam do Lenbroka aby wziąść ubrania.Założyłam bieliznę i nagle coś chwyciło mnie za nogę ciągnąc ku wodzie.Mężczyzna skoczył za mną i chwytając mnie mocno wyciągną na brzeg.Patrzyłam w jego oczy, były pomarańczowe jak skóra lisa, nie mogłam oderwać od nich oczu.Niestety to zrobiłam.Gdy ocknęłam się z zadumy, widziałam jak chłopak płyną za czymś co mnie złapało.W tym czasie zdążyłam się ubrać.Wsiadłam na jednorożca i ruszyłam w głąb lądu.Nie minęły nawet 3 minuty a przede mną stał ten tajemniczy chłopak.
-Przepuść mnie.-powiedziałam łagodnie.
-Nie mogę-odpowiedział.-Jesteś taka...ładna.
Podniosłam lekko brwi i zsiadłam z Lenbroka.
-Nie chcę być nie miła, ale śpieszy mi się.-powiedziałam.
-Mogę ci jakoś pomóc?-zapytał.
-Tak, weź się przesuń i mnie przepuść.
Uśmiechną się.
-To syrena.Złapała cię syrena.Są bardzo głodne i szukają mięsa, a jak widzę ty jesteś elfem.-powiedział.
-Co to ma za znaczenie czy jestem elfem czy nie.
-Widzisz,elfy to one jedzą na przystawkę.Mam na imię Anubis i jestem strażnikiem tych wód.-przedstawił się.
-Ale nie jesteś elfem,ani druidem.To kim?-zapytałam zaciekawiona.
-Jestem człowiekiem.Mam..naturalny dar.Choć zaprowadzę cię do mojego domu,odpoczniesz.-zaproponował.
W tej kwestii nie miałam nic do gadania.Był człowiekiem, którego widzę.Nie wiedziałam czy się go bać, czy mu zaufać.Wkońcu mnie uratował.Człowiek który ma moc.To było dla mnie coś dziwnego i mimo mojego "niby" długiego życia, czegoś takiego nie widziałam.Może jutro się wszystko wyjaśni....
CDN.
-To tutaj Lenbrok-powiedziałam.
Błękitna Laguna.Słońce odbijało się od niebiesko-zielonej wody,właśnie to sprawia że to miejsce jest takie piękne.Zielone pagórki i ciemne doliny sprawiały,że coraz mocniej mi się tam podobało.Zdjęłam buty i weszłam do ciepłej wody.Szłam dalej.Widząc jak mój jednorożec bawi się z motylkami,powoli zdejmowałam części swojego ubrania.Zanurzyłam się, a gdy pływałam oglądałam piękne koralowce i nieznane mi dotąd ryby.
-Hej!-usłyszałam głos.Ciepły i uspokajający.-Jak cię zwą?-usłyszałam ponownie.
Wynurzyłam się, a na brzegu zobaczyłam zgrabnego ale silnego mężczyzne.
-Jak cię zwą?-spytał raz jeszcze.
-Ja..ja..Artemida-powoli wydukałam swoje imię.
Zorientowałam się właśnie,że stoje przed nim zupełnie naga.Szybko więc wskoczyłam do wody aby mnie nie widział.Podpłynęłam do Lenbroka aby wziąść ubrania.Założyłam bieliznę i nagle coś chwyciło mnie za nogę ciągnąc ku wodzie.Mężczyzna skoczył za mną i chwytając mnie mocno wyciągną na brzeg.Patrzyłam w jego oczy, były pomarańczowe jak skóra lisa, nie mogłam oderwać od nich oczu.Niestety to zrobiłam.Gdy ocknęłam się z zadumy, widziałam jak chłopak płyną za czymś co mnie złapało.W tym czasie zdążyłam się ubrać.Wsiadłam na jednorożca i ruszyłam w głąb lądu.Nie minęły nawet 3 minuty a przede mną stał ten tajemniczy chłopak.
-Przepuść mnie.-powiedziałam łagodnie.
-Nie mogę-odpowiedział.-Jesteś taka...ładna.
Podniosłam lekko brwi i zsiadłam z Lenbroka.
-Nie chcę być nie miła, ale śpieszy mi się.-powiedziałam.
-Mogę ci jakoś pomóc?-zapytał.
-Tak, weź się przesuń i mnie przepuść.
Uśmiechną się.
-To syrena.Złapała cię syrena.Są bardzo głodne i szukają mięsa, a jak widzę ty jesteś elfem.-powiedział.
-Co to ma za znaczenie czy jestem elfem czy nie.
-Widzisz,elfy to one jedzą na przystawkę.Mam na imię Anubis i jestem strażnikiem tych wód.-przedstawił się.
-Ale nie jesteś elfem,ani druidem.To kim?-zapytałam zaciekawiona.
-Jestem człowiekiem.Mam..naturalny dar.Choć zaprowadzę cię do mojego domu,odpoczniesz.-zaproponował.
W tej kwestii nie miałam nic do gadania.Był człowiekiem, którego widzę.Nie wiedziałam czy się go bać, czy mu zaufać.Wkońcu mnie uratował.Człowiek który ma moc.To było dla mnie coś dziwnego i mimo mojego "niby" długiego życia, czegoś takiego nie widziałam.Może jutro się wszystko wyjaśni....
CDN.
środa, 22 stycznia 2014
Karnawał
31 stycznia organizujemy bal karnawałowy!
Opowiadaniem zajmę się ja bądź moi zastępcy :)
-zakładka "Święta"-
Subskrybuj:
Posty (Atom)