sobota, 15 lutego 2014
Od Aquy "Zaginęła" cd.
Doszliśmy do granicy lasu . Dalej rozciągała się równina a w oddali było widać domy a jeszcze dalej zamek do którego dążymy. Ponieważ był wieczór, zrobiliśmy postój. Lecz wyczuwaliśmy że coś jest nie tak. Rano gdy wstaliśmy jacyś ludzie na nas napadli. Było ich sporo Chyba z sześciu. Nie było łatwo. Nagle August znalazł się pod mieczem napastników lecz w ostatniej chwili go uratowałam. W pewnym momencie poczułam straszliwy ból, rzuciłam miecz i spojrzałam w dół. Zobaczyłam strzałę która przeszyła mój brzuch na wylot. Mocno krwawiłam i kręciło mi się w głowie. Napastnicy po zadanym mi ciosie uciekli. Po chwili upadłam na ziemię.
wtorek, 11 lutego 2014
Nowy elf!
Imię: Bella
Płeć: elfka (kobieta)
Wiek: 100 lat
Żywioł: Ziemia,powietrze,ogień i woda
Moce: włada czarną magią,latać,uzdrawiać,telepatia,rozmawiać ze zwierzętami, kontroluje swoje żywioły,czyta w myślach,hipnotyzuje,
Cechy: odważna,honorowa,miła,niezależna,waleczna,lojalna,ambitna, zabawna,wyrozumiała,optymistka,szybka,zwinna,wierna,
Nadzwyczajne umiejętności: baardzo szybka,doskonale strzela z łuku,bardzo cicho się skrada,bardzo szybko lata,
Historia: tajna
Rodzina: siostra Nehariki
Jednorożec:
Stanowisko w wiosce/lesie: Strażniczka przywódców
Partner: szuka
Właściciel: Nati98
Inne: potrafi się zamieniać:
Od Caleriana do Iriaela "Nauka walki" cd.
W sumie to nie wiedziałem co powiedzieć. Jestem raczej typem samotnika (z tego co mi wiadomo on też), ale podobał mi się pomysł patrolu. Jeszcze nigdy na takim nie byłem.
- Hej, powiedz coś. Całej nocy tu nie przestoimy. - powiedział ostro Iriael.
Dodatkowy minus to ten jego ton.. Ale jakby tak pomyśleć, to może czegoś się nauczę.
- Idę z tobą.
Iriael uśmiechnął się lekko i niedbale.
- W takim razie leć po jednorożca. Nie siodłaj, pojedziemy na oklep. Byle szybko.
- A twój?
Teraz zaśmiał się głośno.
- Oj, młody. Na patrolu jednorożce zawsze są przy strażnikach. - zagwizdał naprawdę cicho, tak, że ja ledwo usłyszałem, ale zza wysokich krzewów wyszła jego piękna klacz, Arienhera. Spojrzał na mnie. - Dlaczego tu stoisz? Miałeś iść po jednorożca.
No tak, jasne. Ach, moja pamięć.
Stajnie stały niedaleko. Jako, że było przedwiośnie Misao nie zawsze pozwalała im być w nocy na dworze.
White Rose, wraz z Navierą i Vaccarą, jednorożcami moich rodziców, stała w pierwszej, najładniejszej i wielkiej stajni zbudowanej przez mojego tatę z buku, który jakoś tak szybko obrósł mech, chmiel i inne takie co razem wyglądało naprawdę pięknie w poświacie księżycowej. Zaraz potem znajdowała się troszkę mniejsza stajnia dla zastępców i strażników z czarnego drewna. Stajnia wojowników była największa i położona naprzeciw wszystkich, w której drzwi były stalowe, a ściany bambusowe. Szczerze mówiąc wydaje mi się to naprawdę dziwne połączenie... Miejsce dla jednorożców łowców było za stajnią moich rodzców, które bardzo wtapiało się w leśną ścianę. I gdyby nie głowy koni w takich ciemnościach bym jej nie wypatrzył (ciekawe czy inni też mają takie problemy), a wierzchowce pozostałych elfow, lekarzy, sklepikarzy, zbieraczy itd. miały swoją na ukos od stajni zastępców i była ona w sumie też duża, ale miała podziały, więc czasem wydawało się, że jest to kilka malutkich stajni obok siebie. Jednorożce, które nie miały właścicieli, bo były za młode, albo te, które nie przyjęły jeszcze żadnego elfa, stare po służbie bądź zapasowe miały miejsce w lesie, w pojedynczych boksach. Wszystko tworzyło spójną całość.
Szybko wszedłem do boksu White Rose. Nie lubię zdrabniać jej imienia, bo takie mi się podoba. Wziąłem ogłowie i szybko ubrałem, a następnie wyprowadziłem przed boks i wsiadłem. Iriael czekał. Bałem się, że na mnie nakrzyczy, bo tak długo, ale on nawet nie patrzał w moją stronę. Czyżby coś wyczuł?
- Iriaelu, możemy jechać.
- Czekaj, młody, czekaj.
<Iriaeluu? :)>
- Hej, powiedz coś. Całej nocy tu nie przestoimy. - powiedział ostro Iriael.
Dodatkowy minus to ten jego ton.. Ale jakby tak pomyśleć, to może czegoś się nauczę.
- Idę z tobą.
Iriael uśmiechnął się lekko i niedbale.
- W takim razie leć po jednorożca. Nie siodłaj, pojedziemy na oklep. Byle szybko.
- A twój?
Teraz zaśmiał się głośno.
- Oj, młody. Na patrolu jednorożce zawsze są przy strażnikach. - zagwizdał naprawdę cicho, tak, że ja ledwo usłyszałem, ale zza wysokich krzewów wyszła jego piękna klacz, Arienhera. Spojrzał na mnie. - Dlaczego tu stoisz? Miałeś iść po jednorożca.
No tak, jasne. Ach, moja pamięć.
Stajnie stały niedaleko. Jako, że było przedwiośnie Misao nie zawsze pozwalała im być w nocy na dworze.
White Rose, wraz z Navierą i Vaccarą, jednorożcami moich rodziców, stała w pierwszej, najładniejszej i wielkiej stajni zbudowanej przez mojego tatę z buku, który jakoś tak szybko obrósł mech, chmiel i inne takie co razem wyglądało naprawdę pięknie w poświacie księżycowej. Zaraz potem znajdowała się troszkę mniejsza stajnia dla zastępców i strażników z czarnego drewna. Stajnia wojowników była największa i położona naprzeciw wszystkich, w której drzwi były stalowe, a ściany bambusowe. Szczerze mówiąc wydaje mi się to naprawdę dziwne połączenie... Miejsce dla jednorożców łowców było za stajnią moich rodzców, które bardzo wtapiało się w leśną ścianę. I gdyby nie głowy koni w takich ciemnościach bym jej nie wypatrzył (ciekawe czy inni też mają takie problemy), a wierzchowce pozostałych elfow, lekarzy, sklepikarzy, zbieraczy itd. miały swoją na ukos od stajni zastępców i była ona w sumie też duża, ale miała podziały, więc czasem wydawało się, że jest to kilka malutkich stajni obok siebie. Jednorożce, które nie miały właścicieli, bo były za młode, albo te, które nie przyjęły jeszcze żadnego elfa, stare po służbie bądź zapasowe miały miejsce w lesie, w pojedynczych boksach. Wszystko tworzyło spójną całość.
Szybko wszedłem do boksu White Rose. Nie lubię zdrabniać jej imienia, bo takie mi się podoba. Wziąłem ogłowie i szybko ubrałem, a następnie wyprowadziłem przed boks i wsiadłem. Iriael czekał. Bałem się, że na mnie nakrzyczy, bo tak długo, ale on nawet nie patrzał w moją stronę. Czyżby coś wyczuł?
- Iriaelu, możemy jechać.
- Czekaj, młody, czekaj.
<Iriaeluu? :)>
niedziela, 9 lutego 2014
Od Aquy "Ktoś mnie obserwuje"
Zima..... tak cicho, mało kto wychodzi ze swojego domku. Ale przecież chłód nie przeszkadza w spacerach. Przynajmniej mi. Wyruszyłam na Angro na przejażdżkę po pagurkach wolności. Było cudownie. Ale miałam wrażenie że coś lub ktoś mnie obserwuje.Następnie odwiedziłam skały wiecznego snu. Gdy miało za parę minut zajść słońce powróciłam do wioski. Gdy szłam do swojego domku spotkałam Augusta, który zaprosił mnie do siebie. Zjedliśmy kolację i zostałam u niego na noc. Było cudownie. Następnego dnia wyruszyłam na polowanie. Jakoś nie mogłamznaleźć zwierzyny więc postanowiłam złowić trochę ryb. Celnie trafiłam z łuku kilka sztuk dorodnych łososi. Usłyszałam pękające patyki i skrzypiący śnieg. Ktoś tu jest. Wróciłam do wioski i przygotowałam kolację. Po kolacki poszłam spać. Nagle do mojej sypialni wleciało kilka kamieni zbijając szyby. Na szczęście nic mi się nie stało. Gdy wyjrzałam przez okno zobaczyłam czyjąś sylwetkę która zaraz uciekła ale nie wiem kto to. Posprzątałam szkło i jakoś nie mogłam zasnąć. Bawiłam się swoją mocą. W końcu nastał świt.
wtorek, 28 stycznia 2014
Od Hedory "Nowy stary przyjaciel cz.1"
Ćwiczyłyśmy z Jemerą bojowe kroki, gdy usłyszałam czyjeś kroki za sobą. To moja przyjaciółka, Luisiana.
Nie odzywała się. O co mogło chodzić?
- Powiesz coś? - odezwałam się pierwsza.
Wskazała ręką bym szła za nią.
Długo tak można iść?
Wieki.
O matko..
Szybciej!
Jesteśmy. I co? Domek Aminy.
Serio? Krążyłyśmy wszędzie żeby dojść tu?
Luisiana pokazała, żebym weszła. Jak ja nie lubię takich tajemniczych zdarzeń.
No ale dobra. Zapukałam i otworzyłam drzwi. Amina stała przy największym oknie i uśmiechała się widząc, jak jej Naviera bawi się z jeżem.
- Witaj, Hedoro. Usiądziesz?
- Cześć, yyy.. to znaczy witaj Amino.
- Nie przejmuj się takimi drobnostkami jak powitanie, kochana. Jesteś tu w ważniejszej sprawie.
Muszę przyznać, twarz mi trochę ... zbladła?
- Czy.. ja coś zrobiłam? - zapytałam niepewnie.
- Nie nie - zaśmiała się przyjacielsko. - Wszystko dobrze, ale koniecznie musisz kogoś poznać.
Wyszłyśmy na dwór. Luisiany nie było. Za to stał tam.... Seleythen?
Uśmiechnęłam się. O mój Boże...
- Seleythen! - podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na ramiona. - No nie wierzę! Co tu robisz?
- No powiedzmy, że Luisiana mnie zaprosiła. - uśmiechnął się tym swoim takim słodkim, szyderczym uśmieszkiem. Jak ja to kocham..
Może zacznijmy od tego kim on jest. Moim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. W wieku nastoletnim był nawet chłopakiem..., ale musiałam wyjechać. To wszystko zepsuło. Więc nawet nie wiecie jak się cieszę, że on tu jest!
CDN!
Nie odzywała się. O co mogło chodzić?
- Powiesz coś? - odezwałam się pierwsza.
Wskazała ręką bym szła za nią.
Długo tak można iść?
Wieki.
O matko..
Szybciej!
Jesteśmy. I co? Domek Aminy.
Serio? Krążyłyśmy wszędzie żeby dojść tu?
Luisiana pokazała, żebym weszła. Jak ja nie lubię takich tajemniczych zdarzeń.
No ale dobra. Zapukałam i otworzyłam drzwi. Amina stała przy największym oknie i uśmiechała się widząc, jak jej Naviera bawi się z jeżem.
- Witaj, Hedoro. Usiądziesz?
- Cześć, yyy.. to znaczy witaj Amino.
- Nie przejmuj się takimi drobnostkami jak powitanie, kochana. Jesteś tu w ważniejszej sprawie.
Muszę przyznać, twarz mi trochę ... zbladła?
- Czy.. ja coś zrobiłam? - zapytałam niepewnie.
- Nie nie - zaśmiała się przyjacielsko. - Wszystko dobrze, ale koniecznie musisz kogoś poznać.
Wyszłyśmy na dwór. Luisiany nie było. Za to stał tam.... Seleythen?
Uśmiechnęłam się. O mój Boże...
- Seleythen! - podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na ramiona. - No nie wierzę! Co tu robisz?
- No powiedzmy, że Luisiana mnie zaprosiła. - uśmiechnął się tym swoim takim słodkim, szyderczym uśmieszkiem. Jak ja to kocham..
Może zacznijmy od tego kim on jest. Moim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. W wieku nastoletnim był nawet chłopakiem..., ale musiałam wyjechać. To wszystko zepsuło. Więc nawet nie wiecie jak się cieszę, że on tu jest!
CDN!
Subskrybuj:
Posty (Atom)