środa, 28 sierpnia 2013

Od Sentisa do Victorii "Nowa wioska i... znajomość" cd.

-Może chodźmy w stronę wioski, roni się powoli ciemno.
-Okej...
Szliśmy przez pole, dotarliśmy do małego strumienia. Po drodze rozmawialiśmy na różne tematy. W końcu dotarliśmy do wioski. Odprowadziłem Victorię do domu.
-Może... -zaczęła elfka - spotkamy się jeszcze kiedyś?
-Kiedy będziesz chciała - uśmiechnąłem się.
-Spotkajmy się jutro nad Jeziorkiem Młodości, dobrze?
-Oczywiście. 
Oboje uśmiechnęliśmy się. Victoria zamknęła drzwi a ja kierowałem się w stronę swojego domu.

<Vicotria, jak chcesz to dokończ ;p>

Od Sentisa do Coraline "Ah ta miłość" cd.

Małe przyjęcie było radosne i zabawne, jednak powoli dobiegało końca. Połowa elfów już wyszła, reszta została pomagać w sprzątaniu. Wszyscy wynosili talerze, sztućce i krzesła. Został jeszcze wielki, ciężki drewniany stół który trzeba zanieść do piwnicy. Stała przy nim Coraline, próbowała go podnieść. Tyłem stanęła to boku stołu i próbowała go podnieść rękoma. Nie udawało jej się to zbytnio, a w dodatku była sama musiałem jej pomóc. Cicho podszedłem do drugiego końca stołu i pomogłem jej. Elfka nie odwróciła głowy tylko szła w zamyśleniu w stronę piwnicy. Dotarliśmy dębowych drzwi za którymi była dość duża piwnica. Postawiła stół i otwarła drzwi. Gdy się odwróciła po podnieść stół, pomyślała żeby zmienić pozycję, w końcu nabawi się przepukliny, czy coś w tym rodzaju... Gdy się odwróciła ujrzała mnie. Uśmiechnąłem się do niej ciepło. Otworzyła szerzej oczy, zarumieniła się, i aż jej klucze z rąk wypadły. 
-Nie chciałem cię przestraszyć, taka mała pomoc z mojej strony - uśmiechnąłem się.
-Dzi-dziękuję... - powiedziała szybko Coraline, podniosła klucze i położyła je na małym stoliku obok drzwi. 
Wszedłem pod stolik i podniosłem go. Coraline uśmiechnęła się, odwzajemniłem uśmiech. Zaniosłem stolik i wyszedłem w piwnicy. 
Arwena podziękowała nam za pomoc i wszyscy się pożegnali. 
-Idziesz sama do domu? - zapytałem elfkę.
-Eem... tak, sama. 
-Pozwolisz, że cię odprowadzę? - wyciągnąłem rękę i uśmiechnąłem się dżentelmeńsko.

<Coraline, dokończysz?>

Od Thei do Oksara "Zaskoczenie" cd.

- Mam na imię Thea. Jestem córką Elinor i Mortimera. Może ich znasz? Piastuję tutaj stanowisko zbieraczki, a mój ojciec jest strażnikiem przywódców,a matka przywódczynią zbieraczy. Przybyłam tu dopiero niedawno. Może chciałbyś pojechać ze mną nad Jeziorko Młodości? - Zapytałam i natychmiast popędziłam w jego stronę moją klacz, Mexarę.
- Jeżeli chcesz to mnie dogoń! - Zdążyłam jeszcze rzucić przez ramię Oskarowi.

<Oskar?>

wtorek, 27 sierpnia 2013

Od Oskara "Zaskoczenie"

Galopowałem przez las na Tyanie. Po niedługim czasie, wyjechałem z lasu i wyjechałem na Pagórkach Wolności. Obraz zaczął mi się powoli rozmazywać wraz z prędkością jednorożca. Dałem mu znak żeby troszkę zwolnił. Zwolnił, i to dużo. Nabrałem powietrza w płuca i powoli je wypuściłem. Zatrzymałem jednorożca do stępa. Spacerowałem tak po pagórkach, aż dotarłem do wielkiej łąki. 
-Cześć, my się znamy? - usłyszałem kogoś za mną.

<Ktoś dokończy?> 

Od Deschen do Ismaela "Moc ziemi" cd.

Otworzyłam oczy i podniosłam wtuloną do piersi Ismaela głowę. Lekko drżałam.
-Co się stało? - zapytałam cicho.
-Nic takiego, chodźmy... - Ismael uśmiechnął się do mnie. Jego oddech wracał do normy. Oboje podnieśliśmy się lecz zgięłam obydwie nogi.
-Nie umiesz stanąć? - zapytał z troską elf.
-Nie, dam sobie ra... - niedokończyłam gdy elf wziął mnie na ręce. Uśmiechnął się i ruszył przed siebie.
-Ej, przecież dam radę, to tylko skurcz. 
-Nie będziesz się przemęczać.
-No ale... - znów nie dokończyłam widząc że elf patrzy na mnie. Zamilkłam i spuściłam wzrok. Ismael zaśmiał się cicho.
-Co się wydarzyło? Czy tobie nic nie jest? - pytałam zmartwiona.
-Mi nic nie jest, ale teraz ważne jest to abyś ty się dobrze czuła.
-Ismael - spojrzałam na niego poważnie - martwię się o ciebie. 
Elf stanął w mniejscu. Spojrzał na mnie.
-Zapewniam cię, jestem cały. - powiedział czule.
Skinęłam lekko głową. Chwilę popatrzałam na niego a elf ruszył dalej. Nagle cos zrobiłam... dałam mu całusa w policzek po czym wtuliłam się w jego pierś z widocznym rumieńcem na twarzy i zamknęłam oczy. Elf spojrzał na mnie po czym uśmiechnął się szeroko. Zaczynało się robić ciemno. 
-Może... - elf spojrzał na mnie - może gdzieś przystaniemy, w końcu wyszliśmy już z lasu... 
-Jak sobie życzysz - Ismael uśmiechnął się ciepło. 
Dotarliśmy po chwili do opuszczonego obozu, były w nim cztery duże namioty, a po środku nich ognisko, niedawno spalone. Oboje spojrzeliśmy w tamtą stronę.

<Ismael, dokończysz?>

Od Coraline "Ah ta miłość"

"No pięknie. Akurat ja. Ja się zakochałam. Mało to mam spraw na głowie? Wszyscy o wojnie gadają, a ja siedzę i rozmyślam o nim. O jego męskich ruchach, szybkim biegu, dostojnym galopie i tej pięknej lśniącej zbroi... Czy to miłość? Nie wiem. W każdym razie na moje oko jest idealny..." Moje zamyślenia przerwał Davos. 
 - Heej, panienko, nad czym tak myślisz w środku nocy? - usmiechnął się i pomógł mi wstać z kamienia.
 - C.. co? - zaśmiałam się z zakłopotaniem - już noc? I to jej środek? - ściszyłam głos i odwróciłam czerwoną twarz - no ładnie Sentisie, ładnie mi w głowie namąciłeś.. Dobranoc Davosie, do jutra! 
Gdy jednak dotarłam do domku stwierdziłam, że nie chce spać. Nie jestem śpiąca. Poszłam więc do Arweny, która także nie spała, gdyż miała zapalone światło i ... gości? O tej porze? No cóż, wejdę tam i zobaczę o co chodzi. Zapukałam. Śmiechy ucichły, a drzwi otworzył mi on. "Dlaczego on?!"
 - Coral, co tutaj robisz? - uśmiechnął się promiennie.
 - A no bo ja właśnie nie mogłam spać, a gdy przechadzałam się po wiosce i usłyszałam śmiechy postanowiłam zajść i zobaczyć o co chodzi. Mogę się dołączyć? 
Elfów było tam wiele, może z 10, czy 12.Wszyscy przyjaźnie patrzeli się na mnie i uśmiechali. Byli jednak cicho. Wtedy z małej kuchni wyszła mieszkanka domu, Arwena, i przytuliła mnie przyjaźnie. Przydzieliła mi także miejsce, na przeciwko niego. "Czy wie? Niee, raczej zwykły zbieg okoliczności". Oki, no to pora działać. Rozmowy i śmiechy wróciły, a ja bez przerwy promiennie się uśmiechałam. On, na moje szczęśnie, robił to samo. Miałam ochotę wskoczyć mu w ramiona...

<Sentis, proszę, dokończ :D >

Od Ismaela do Deschen "Moc ziemi" cd.

Kiedy wtuliła się w jego ramię na jedną chwile się wzdrygnął. Prawie zapomniał jak bardzo przyjemny może być czyjś dotyk. Czyli nic nie popsuł nie popsuł. Prawie do niego niepodobne. Choć wiedział, że zawsze zwracał na siebie uwagę płci pięknej, to zwyczajowo były to bardzo przelotne znajomości. Teraz trochę inaczej się czuł. Nie widział, czy miało lub będzie miało to znaczenie, ale podobało mu się to odczucie. Podobała mu się Deschen.
Spacer kontynuowali też na bazie spontaniczności. Trzymała go pod ramię, więc czuł ciepło od niej bijące. Nie bardzo chciał zmieniać ten stan, dlatego rozmowa przedłużała się, aż do momentu gdy trafili „tam”. 
Początkowo nie przypominał sobie tego miejsca. Rzeczywiście nigdy tymi ścieżkami nie wędrował, ale charakterystyczne jaskrawoczerwone liście przypomniały mu opowieści brata. Ostrożnie więc, by nie wywołać żadnej paniki postanowił wycofać się z tego miejsca. Szczególnie, że czuł wokół siebie narastający nienaturalny chłód i szepty…tak słyszał ich, a oni dostrzegli w nich potencjalną zdobycz.
Droga powrotna szybko została udaremniona. Nie mieli zamiaru nas wypuszczać, choć jeśli chcieli ich zaatakować, już dawno by to zrobili. Czekali na coś? Obserwowali?...a może – choć myśl ta wydawała się okrutna dla nich – chcieli się nimi…bawić?
Przygarnął bliżej do siebie Deschen,a ta próbowała swoją mocą zmusić nienaturalna przeszkodę do ustąpienia….i wtedy prawie krzyknął, ale cos zdusiło jego głos. Coś czarnego i mglistego wyłoniło się zza ściany mroku i szponiastą łapą przejechało po wyciągniętej dłoni Deschen…i chyba tylko on to widział. Miał wrażenie, że owa ciemność coraz mocniej zataczała wokół nich kręgi, próbując zdusić. Musiał działać…i to szybko, szczególnie, że płynąca z dłoni Deschen krew pobudzała te stworzenia, niczym narkotyk. Przyciągnął ją do siebie i jedna dłonią zasłonił jej oczy, drugą zaś przysłonił i ścisnął ranę, jaką miała na ręku. Skupił się. Nie był przecież chłystkiem, który pierwszy raz spotkał się z zagrożeniem…szczególnie takim…które już znał.
Czuł przerażenie elfki, ale mocniej ją tylko przytulił. W tym momencie nie mógł inaczej jej wytłumaczyć, że wszystko ma pod kontrola…a przynajmniej starał się mieć.
Przyszli, wezwani przez śpiew jaka grała dla nich krew…wiedział o tym, znał ich naturę…musiał teraz tylko przeprowadzić niewidzialną prawie walkę na siłę woli. Trzy postacie stanęły wokół nich niczym drapieżcy do ofiar…którymi w sumie byli. Wampiry…najwięksi wrogowie elfów.
Rozmowę, jeśli da się nazwać rozmową to, co działo się właśnie w jego umyśle, dla potencjalnego obserwatora trwałaby mniej niż minutę. Dla niego był to czas ogromnego cierpienia i bólu mało wyobrażalnego dla przeciętnej istoty żywej….jednak odpuścili. Nie…nie pokonał ich, ale w specyficzny dla siebie sposób zmusił ich do wycofania.
Opadł na kolana nadal wtulając w siebie elfkę, która drżała…może nie słyszała tego co on, ale na pewno czuła jego..przerażenie?..tak…spotkał bowiem swoich dawnych wrogów.
Stworzenia wycofywały się niespiesznie, jakby drwiąc, a naturalne światło i świeże powietrze wracało do normalności. Usłyszał jedno zdanie, które wypowiedziane prawie szeptem, dotarło do każdego zakamarku serca…
- …i Ty i On należycie do nas….
Miał nadzieję, że Deschen tego nie słyszała.
Powoli wracała mu przytomność umysłu, ale czuł ogromny bój w piersi. Ledwie mógł oddychać. Nie dał jednak poznać, że coś więcej się stało…
- Deschen, wszystko w porządku?...już jesteśmy bezpieczni…musimy wracać.

<Deschen, dokończysz?>