poniedziałek, 30 września 2013

Nowy elf!


Imię: Reneesme (Dla przyjaciół Ness)
Płeć: Kobieta
Wiek: 96 lat
Żywioł: Woda
Moce: Potrafi czytać w myślach, potrafi być niewidzialna i rozumie wszystkie zwierzęta.
Cechy: Miła, przyjacielska, życzliwa, odważna.
Nadzwyczajne umiejętności: Latanie i walka wodą z powietrza.
Historia: Reneesme została porzucona po narodzinach. Wychowywała się pod opieką wilka, sarny i sowy. Zwierzęta te umiały mówić po zwierzęcemu jak i po elfiemu. Uczyły ją języka zwierząt i nauczyły ją zmieniać się w dowolne zwierze z ich rasy. Po ukończeniu 60 lat postanowiła wyruszyć w poszukiwaniu innych elfuf. Po roku podróży została złapana przez okrutne wampiry. Wampiry uwięziły ją w lochach. Była torturowana przez 5 lat, aż pewnego wieczoru podczas obchodu jeden ze strażników nie mógł znaleźć Reneesme. Gdy zoriętowała się, że jest niewidzialna wymknęła się z wiampirzego zamczyska. Szła 10 lat aż w oddali zobaczyła elfa. Nie zastanawiając się długo postanowiła go śledzić. Dzięki mocy niewidzialności którą zdobyła w lochach zamczyska wampirów nie musiała się obawiać, że zostanie przez niego nakryta. Chwilę później dostrzegła kolejne elfy i w pewnej chwili znalazła się w lesie, w którym elfy i jednoroce żyły w zgodzie. Przypomniała sobie jak pewnego ranka sowa opowiadała jej o tej krainie. Nie mogła uwierzyć w to, że znalazła się w tej cudownej krainie. Szybko się tam zadomowiła. Poznała wspaniałe elfy i postanowiła zostać tutejszym szpiegiem.
Rodzina: Została porzucona.
Jednorożec: Narie
Stanowisko w wiosce/lesie: Szieg
Partner: Jeszcze nie ma.
Właściciel: ZZuaZZ
Inne: Może zmieniać się w sowe, sarnę i wilka:




piątek, 27 września 2013

Od Lidii do Eller i pozostałych "Szpiegowska podróż życia" cd.

Po zwycięskiej bójce z grupą ludzi całkowicie straciłam cały zapał do podróży jaki miałam na początku. Moje nerwy były w strzępkach. Przez to krótkie kłótnie jakie od czasu do czasu wybuchały przeszkadzały mi bardziej niż zwykle. Kątem oka zauważyłam że reszta nie za bardzo pochwala moje taktyki dążenia do celu lecz to tylko mnie rozdrażniało jeszcze bardziej. Zatrzymaliśmy się wczesnym wieczorem na noc. Było to za wcześnie ale ja nie wytrzymałabym ani chwili dłużej. Szybko wysłałam Archiego po drewno, a Eller po wodę. Za to z Amersau zaczęłyśmy przygotowywać coś na kształt gulaszu z królika. Trochę się przy tym spierałyśmy co i w jakich ilościach dodać lecz ja szybko ulegałam bo po prostu nie miałam siły na kłótnie. Po posiłku zaległa nieznośna cisza. Tę nieznośne milczenie przerwał Archibald 
- Więc? Zdecydowałyście się co do podróży?
- To chyba jasne – nie znajdziemy lepszego pomysłu - odpowiedziałam - byłam w takim stanie że mogłabym przyjąć najbardziej nie dorzeczny pomysł. Elf skutecznie przekonał mnie, że mój pomysł jest nie do wykonania.
- A mogę zmienić postać i podróżować jako wasze zwierzątko, czy coś? – To pytanie z strony Eller było błędem, bo Amersau od razu wyniuchała w nim podstęp. I wiedziałam że Eller też to zauważyła.
- O nie, moja droga! – zdenerwowała się. – Jak mamy się ośmieszać w jakichś durnych lnianych kieckach, które przypominają worek, to wszystkie trzy! Nie wymigasz się! 
- Dobra, dobra. Nie gorączkuj się... - I to były ostatnie słowa jakie słyszałam bo zaraz potem zasnęłam.
***
Gdy się rano obudziłam pierwsze co sobie uświadomiłam to, że jestem piekielnie głodna. Następna rzecz: czuje zapach czegoś dobrego. I jeszcze coś słońce jest wysoko na niebie na moje oko jest ok 11:00. A niech to licho... Gdy tylko usiadłam dobiegł mnie głos Amersau:
-No witaj! Jakoż iż w ogóle nie mogłam cię obudzić musiałam przyrządzić śniadanie sama.
-A gdzie Archibald?
-Gdybym to ja wiedziała! Już go nie było jak ja wstałam.
-Która jest godzina?
-Dosyć późna niestety nasza podróż trochę się przez takich śpiochów jak ty opóźnia. - Zerknęłam na posłanie Eller. Ona też spała. - Trzeba było dać mi w twarz czy coś... - mruknęłam
-Co? Chyba nie dosłyszałam. 
-Nie, nic. - W tej chwili na polanie pojawił się Archi. 
-No proszę kolejny. - rzekła z przekąsem Amersau
-Włóżcie to. - Powiedział bez przywitania rzucając nam jakieś dziwne zwiniątka. Moje kłębowisko tkanin było koloru granatowego, a Amersau ciemnej czerwieni. 
-Co to? - zapytałam
-Sama zobacz. - rzekł elf i usiadł. Poszłyśmy w jego ślady i po mału zaczęłyśmy rozwijać to co nam dał. Okazało się że trzymamy w ręku dziwne sukienki, szaliki odpowiednio dopasowane do sukienek i dziwne acz kolwiek wyglądające na wygodne pantofle. 
-Mamy to włożyć? - Zapytała z powątpieniem Amer.
-Skąd to masz? - Weszłam jej w słowo.
-Wstałam tuż o świcie. Najbliższa wioska jest dwie godziny drogi w te i z powrotem i tam udało mi się załatwić te jakże gustowne stroje.
-Aha... W porządku przynajmniej mamy już stroje.
-A możemy to włożyć dopiero jak będziemy na miejscu? - Spytała z zrezygnowaniem Amersau
-Nie wątpię, że tak by wam bardziej odpowiadało ale niestety na tym szlaku którym teraz podążymy kręci się dużo osób, zwłaszcza handlarzy. Bez tych stroi będziecie zwracać na siebie uwagę. W tej samej chwili obudziła się Eller. Musiała się trochę zdziwić iż rozmawiałyśmy tuz nad nią. Nie mieliśmy zbyt wesołych min każdy z nas z innego powodu. 
- Dzień dobry. Mamy dziś piątek trzynastego, że takie miny porobiliście? - W tej samej chwili zdałam sobie sprawę że jet już blisko południa. Wyjęłam trzecią suknię z rąk Archiego i rzuciłam ją Eller. 
- Włóż to. - powiedziałam i poszłam się przebrać w jakieś krzaki. Amersau choć niechętnie uczyniła to samo. 
-Mam to założyć? - Powiedziała z niejakim zdziwieniem Eller.
- A myślałaś, że w czym chodzą kupieckie córki? Ciesz się, że jako wyrozumiała matka oszczędziłam ci gorsetu – Powiedziała z ironią w głosie Amersau. 
-Skąd to macie? - padło kolejne pytanie
Nie mogliśmy cię dobudzić, więc sami wybraliśmy się na… zakupy. - wytłumaczył Archibald niepotrzebnie używając liczby mnogiej. 
- Zakupy, tak? Nie widziałam tu żadnego miejsca, w którym można by je zrobić, kiedy całą noc patrolowałam teren, bo nikt nie raczył wystawić warty. - lecz mi się zdawało że podkoloryzowała trochę swoją opowieść.
- Warta była niepotrzebna, ale miło, że się tym zajęłaś. - Powiedziałam lecz trochę wstyd mi się zrobiło, że musiała sama jedna patrolować całą noc okolice.
- Miło – parsknęło - Niemiło by za to było, gdyby ktoś przez sen poderżnął nam gardła. Ten wczorajszy napad na pewno nie był przypadkowy… - Ta elfka zaczynała mi działać na nerwy.
-Mówiłaś coś?
-Nic, nic...
- W taki razie ubierz się i przygotuj się do dalszej podróży. Musimy jak najszybciej ruszać w drogę.
-A jakieś śniadanie?
-Zostawiliśmy ci trochę. Jednakże proszę o niejaki pośpiech.
-W porządku...
-Cudownie, po prostu cudownie... - usłyszałam za sobą głos Amersau i usłyszałam jak Archibald parska śmiechem, który starał się bardzo powstrzymać bo wyszło mu coś pomiędzy kichnięciem, kaszlnięciem a śmiechem. Odwróciłam się i zobaczyłam Amersau w nowym stroju. W tej chwili o mału nie wydałam z siebie tego samego odgłosu co Archi. Elfka wyglądała w prost komicznie w tej sukience. 
-Co to ma być?!
-A myślałaś że w czym chodzą żony kupców. - Powiedział Archibald wyszczerzając się.
-Pamiętaj, że nie tylko ty będziesz tak wyglądać - dodałam
-No gotowe... Nie oczekuję jakiś komplementów ale jak się prezentuję? - Odwróciłam się w stronę Eller i aż mnie zatkało. Tak wyzywająco wyglądająca i o dzikim spojrzeniu elfka, w nowym stroju wyglądała po prostu jak niewinna mała elfka. Ubrała się troszkę bardziej umiejętnie niż Amersau bo trochę inaczej ułożyła tę sukienkę.
-No cóż.... To chyba zostałam tylko ja. - powiedziałam i poszłam się przebrać. Choć bardzo się starałam efektu Eller nie umiałam powtórzyć. Gdy wróciłam na miejsce Amer miała ułożoną trochę lepiej tę sukienkę i wszystkie trzy prezentowałyśmy się całkiem przyzwoicie. Szybko spięłam włosy w ciasny kok i ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem bardziej już zwracałam uwagę na to co się w okół mnie dzieje. Jechaliśmy ostrożniej i co jakiś czas badaliśmy teren do o koła nas. Byliśmy na tyle daleko od Haany, że atak ze strony ludzi nam już nie zagrażał. Z tego co widziałam wszystkim poprawiły się nastroje. Ze mną na czele. Mogłam już normalnie rozmawiać nawet potyczki słowne nie sprawiały mi takiej trudności jak wczoraj. 
-To co robimy? Dążymy uparcie do celu czy coś po drodze jednak porozmawiamy? - zapytała z lekką ironią Amersau po dłuższej chwili całkowitej ciszy
- A o czym mielibyśmy rozmawiać? W sztuce konwersowania nie dorastamy ci przecież do pięt "mamo" - powiedziałam z sarkazmem
-Tylko nie mamo - warknęła lecz zaraz się opanował i odpowiedziała z równym sarkazmem
-Ależ cóż ty pleciesz? Przecież to ty panno Lidio jesteś mistrzynią w dowodzeniu, myśleniu i konwersacji z innymi.. Jeśli mogę zauważyć to równie dobrze te jakże spokojne rozmowy kończysz - miała na myśli oczywiście wczorajszy dzień, gdy jak tylko zaczynali rozmawiać ( co wcześniej czy później musiało skończyć się kłótnią ) przerywałam im.
-Cicho tam ktoś jedzie z naprzeciwka - powiedziała z opanowaniem Eller
-Jakiś wóz... - stwierdziła Amer
-No nie wiesz nie zauważyliśmy - odrzekłam

<No to co kto dalej? Amersau? Kończysz nasze "spokojne rozmowy"? :3>

wtorek, 24 września 2013

Od Iriaela do Sinead "Uwięziona w wampirzym zamczysku" cd.

Mimo, że droga nie wydawała się długa, to paraliżujący ból nieznośnie wydłużał czas podróży. Przy każdym bardziej gwałtownym skoku Arienhery miał wrażenie, że straci przytomność, a wiedział przecież że jego rogata przyjaciółka stara się jak najuważniej i delikatnie stąpać. Wiedział też, że razem z nim odczuwała ten ból. Starał się mimo wszystko zachować wyraz obojętności i bynajmniej (a przynajmniej nie całkowicie) wynikało to z poczucia i zachowania „męskiej dumy”. Oczywiście, że był zły na młodą elfkę za całą lekkomyślność, jaką wykazała wędrując samej do tak niebezpiecznego miejsca. Prawdopodobnie jednak nauczkę już dostała, bo dostrzegał na jej twarzy przestrach i troskę?
W trakcie drogi usłyszał jej telepatyczna myśl o podziękowaniu, ale nie wiedział co miałby jej odpowiedzieć. Milczał. Najchętniej poszedł by spać…tak sen coraz mocniej ogarniał jego umysł. Poczuł jednak szarpnięcie w umyśle i głos „Nawet nie waż mi się zasypiać braciszku…”. No tak, Ismael już zmierzał w ich kierunku. Otworzył oczy kiedy byli już w wiosce. Usłyszał cichą rozmowę Sinead i Astarotha, którzy spoglądali na niego z przestrachem.
- Powinniśmy się udać do Aminy, czy raczej nie?- głos elfki drżał. Czarnowłosy Astaroth nie patrzył jej w oczy, spoglądał gdzieś w centrum wioski.
- Najpierw musimy zając się jego ranami…nie wygląda to dobrze – wpatrywał się w mrok – ktoś idzie…
Odwróciłem powoli głowę próbując skupić się na tym co mówił, ale ciężko mi było to zrobić, szczególnie, że nieznośny „głos” brata wciąż huczał mu w głowie nie pozwalając na chwilę snu…
Potem jak przez mgłę poczuł, że prowadzą gdzieś zdenerwowaną Arienherę, a potem ściągają go z siodła. Ból znowu zapromieniował, ale tylko jęknął. Położyli go na czymś miękkim. Nie widział prawie nic, więc starał się skupić na pojedynczych słowach wypowiadanych albo do niego, albo do kogoś innego. Nie potrafił określić. Rozpoznawał na pewno rozedrgany głos elfki i poważny, ale kojący głos brata.
- Potrafisz leczyć prawda? Tak wiem, że nie ukończyłaś nauk, ale i tak coś potrafisz….a teraz każda najmniejsza pomoc jest konieczna. Ja sam tego nie zrobię, mogę za to wzmocnić Twoje umiejętności…
- Przepraszam…
- Jeśli uda Ci się go teraz uratować, nie będziesz musiała przepraszać, zrób to po prostu! – głos brata był dziwnie przestraszony
- Przepraszam – powtórzyła elfka i poczuł szarpnięcie na piersi, a potem chłód dłoni. Początkowo chciał się bronić, bo w miejsce bólu poczuł ogromne, palące ogniem ciepło, potem cały skumulowany do tej pory „płomień” rozlał się po całym ciele. Zdążył usłyszeć jeszcze „Żyje…choć wymaga czasu…” i nie usłyszawszy końcówki, stracił przytomność.

<Sinead?>

Od Sinead do Iriaela "Uwięziona w wampirzym zamczysku" cd.

***

Dimitry jak urzeczony wpatrywał się w Mary. Delikatnie dotknął jej dłoni.
- Mary... - szepnął przytulając ją mocno - ...Przepraszam... Mogłem zrobić głupstwo...
- Wybaczam ci... - stwierdziła Mary - ...Lecz nie zapominaj nigdy kim byliśmy kiedyś...
- Nigdy tego nie zapomnę... - wyszeptał potwór wzruszony.
Zdążył pocałować ukochaną nim ta zaczęła się dematerializować.
- Dimitry... Pamiętaj, że nawet jeśli nie ma z nami różnych osób są to tyko pozory... Jestem tutaj... - głos kobiety powtarzało już po chwili tyko martwe echo.
Potwór zrozpaczony podszedł do niedaleko wiszącego lustra i przyłożył sobie dłoń do serca.
- Tak Mary... Jesteś tutaj - zamknął oczy. Zawiesił smętny wzrok na na drewnianym kołku wiszącym przy ścianie.
,,Chciałem ci pomóc... Lecz nie mogłem...'' - myślał z wyrzutami sumienia. Zdjął kołek ze ściany i wbił w niego swój wzrok.
Dwieście lat minęło od czasu zepsucia jego osoby. 
Chciał ratować Mary przed śmiercią zmieniając ją w wampira. Sam wcześniej dobrowolnie poddał się temu strasznemu tworowi.
Niestety, gdy wrócił do swojej wioski było za późno. 
Jego ukochana zmarła dzień przed jego powrotem. Dopadła ją ta sama choroba co innych w mieście.
Od tej pory Dimitry nie był już tym kim był poprzednio. Stał się wampirem... Krwiopijcą.
Stwór ponownie spojrzał w lustro. W jego odpiciu widział samego siebie s dawnych lat. Jeszcze jako elfa...
Znów przeniósł wzrok na kołek.
Krzyknął załamany samym sobą i wbił go sobie prosto w serce, po czym padł trupem na podłogę...

***

Suess i jednorożce chłopaków były bardzo zdenerwowane ostatnimi zajściami. 
Nikt nic nie mówił. Wiedziałam, że Iraela bardzo bolało. Czułam się winna. Wprost nieznośnie winna jego cierpienia.
,,Dziękuję wam...'' - szepnęłam do nich telepatycznie. Obejrzałam się za siebie.
Astaroth skinął głową.
Szybko przebyliśmy Wampirze ''Gniazdko'', Niedługo potem byliśmy już na terenach naszej osady.
Cały czas nie opuszczało mnie poczucie winy. W co ja ich wpakowałam. W same problemy... No tak... Cała ja... Żałosna ja...
Zastanawiałam się również co począć z Iraelem. Co prawda sama uczyłam się na lekarkę, lecz nie mam jeszcze wszystkiego ukończonego. Nie mam również żadnego dopuszczenia do tego.
- Powinniśmy się udać do Aminy, czy raczej nie? - spytałam drżącym głosem, gdy nasze wierzchowce zaczęły zwalniać.
Z jednej strony bałam się rozmawiać z nią w tej sytuacji.
Cały czas mam poczucie, że to wszystko to jedynie moja wina...

< Irael? >

Od Sinead do Iriaela "Uwięziona w wampirzym zamczysku" cd.

***

Dimitry jak urzeczony wpatrywał się w Mary. Delikatnie dotknął jej dłoni.
- Mary... - szepnął przytulając ją mocno - ...Przepraszam... Mogłem zrobić głupstwo...
- Wybaczam ci... - stwierdziła Mary - ...Lecz nie zapominaj nigdy kim byliśmy kiedyś...
- Nigdy tego nie zapomnę... - wyszeptał potwór wzruszony.
Zdążył pocałować ukochaną nim ta zaczęła się dematerializować.
- Dimitry... Pamiętaj, że nawet jeśli nie ma z nami różnych osób są to tyko pozory... Jestem tutaj... - głos kobiety powtarzało już po chwili tyko martwe echo.
Potwór zrozpaczony podszedł do niedaleko wiszącego lustra i przyłożył sobie dłoń do serca.
- Tak Mary... Jesteś tutaj - zamknął oczy. Zawiesił smętny wzrok na na drewnianym kołku wiszącym przy ścianie.
,,Chciałem ci pomóc... Lecz nie mogłem...'' - myślał z wyrzutami sumienia. Zdjął kołek ze ściany i wbił w niego swój wzrok.
Dwieście lat minęło od czasu zepsucia jego osoby. 
Chciał ratować Mary przed śmiercią zmieniając ją w wampira. Sam wcześniej dobrowolnie poddał się temu strasznemu tworowi.
Niestety, gdy wrócił do swojej wioski było za późno. 
Jego ukochana zmarła dzień przed jego powrotem. Dopadła ją ta sama choroba co innych w mieście.
Od tej pory Dimitry nie był już tym kim był poprzednio. Stał się wampirem... Krwiopijcą.
Stwór ponownie spojrzał w lustro. W jego odpiciu widział samego siebie s dawnych lat. Jeszcze jako elfa...
Znów przeniósł wzrok na kołek.
Krzyknął załamany samym sobą i wbił go sobie prosto w serce, po czym padł trupem na podłogę...

***

Suess i jednorożce chłopaków były bardzo zdenerwowane ostatnimi zajściami. 
Nikt nic nie mówił. Wiedziałam, że Iraela bardzo bolało. Czułam się winna. Wprost nieznośnie winna jego cierpienia.
,,Dziękuję wam...'' - szepnęłam do nich telepatycznie. Obejrzałam się za siebie.
Astaroth skinął głową.
Szybko przebyliśmy Wampirze ''Gniazdko'', Niedługo potem byliśmy już na terenach naszej osady.
Cały czas nie opuszczało mnie poczucie winy. W co ja ich wpakowałam. W same problemy... No tak... Cała ja... Żałosna ja...
Zastanawiałam się również co począć z Iraelem. Co prawda sama uczyłam się na lekarkę, lecz nie mam jeszcze wszystkiego ukończonego. Nie mam również żadnego dopuszczenia do tego.
- Powinniśmy się udać do Aminy, czy raczej nie? - spytałam drżącym głosem, gdy nasze wierzchowce zaczęły zwalniać.
Z jednej strony bałam się rozmawiać z nią w tej sytuacji.
Cały czas mam poczucie, że to wszystko to jedynie moja wina...

< Irael? >

Od Iriaela do Sinead "Uwięziona w wampirzym zamczysku" cd.

Krążyli ciemnymi korytarzami już jakiś czas, a nadal nie widział znaku tej elfki. Astaroth jednak twardo wędrował nawet nie wahając się, w którą stronę pójść. Czasem tylko odwracał się, sprawdzając czy na pewno idę za nim…a może w innym celu? Spojrzenie miał dziwne, zamglone. I cały czas czuł ten przytłaczający zapach krwi…niedobrze mu się robiło, szczególnie, że go znał.
W końcu czarnowłosy elf zatrzymał się u podnóża schodów, odwrócił się i skinął na mnie dłonią.
- Ona jest tutaj…
Rozejrzałem się. Panowała nadal ta przytłaczająca cisza, ale czuł znowu narastający niepokój. Zbliżał się wampir. Prawie biegiem dotarli do ciemnobrunatnych drzwi na końcu schodów. W środku, w niedużej komnacie, pod ścianą siedziała związana elfka. Zapłakana i mocno przestraszona. Widział już ją, była na pewno z wioski. Astaroth podszedł do niej szeptając jakieś kojące słowa, ale nie słyszał zbytnio. Dziki pisk, który narastał w jego uszach powoli stawał się nieznośny. Całe jego ciało alarmowało, ale stał prosto.
- Pospieszcie się – rzucił tylko krótko i w tym momencie poczuł ukłucie bólu w piersiach. Pojawił się Dimitri od razu koncentrując swoje moce na nim. Przez chwilę nieprzytomnie wpatrywał się w świetlistą czerwień, rozjuszonego spojrzenia wampira, by po chwili poczuć już zupełnie rzeczywisty ból w piersi, tym razem za sprawą wbijanego przez wampira miecza. Jak przez mgłę słyszał krzyk elfki, ale teraz nie miało to znaczenia. To co zrobił Dimitri było wielkim błędem. Jego krzyk rozległ się po komnacie, gdy z siłą większą niż można byłoby się po nim spodziewać odrzucił wampira od siebie. Ten wylądował z wielkim hukiem na przeciwnej stronie. Oczy mu płonęły nienawiścią, gdy podnosił się z zastraszająca prędkością, by oddać uderzenie przeciwnikowi. Iriael stanął w rozkroku. W oczach płonęła niemal ta sama , identyczna czerwień, co w oczach wampira. Uśmiechnął się blado, gdy Dimitri skoczył od góry, próbując rozerwać mu gardło rozczapierzonymi szponami. Iriael zrobił krok do przodu, by pochwycić nieco zdziwionego potwora za poły starej koszuli i grzmotnąć nim o podłogę. W tym czasie usłyszał słowa Astarotha, który przytrzymywał przerażoną elfkę, druga ręką malując coś wokół siebie kapiącymi kroplami krwi.
- Przytrzymaj go jeszcze chwilę, niech się do nas nie zbliży!
Elfka w końcu chyba zrozumiała o co chodzi, bo przestała krzyczeć i zaczęła poprawiać kręgi wyrysowywane przez Astarotha.
On sam jeszcze kilka razy szamotał się z wampirem, który zdecydowanie wyczuł, że cos dla niego szykuje się niedobrego, co chwile krzyczał tylko ochrypłe „Mary, Mary, dlaczego?”. Mimo, że było to same z siebie przerażające stworzenie, to w głosie czuć było prócz wściekłości, ogromną rozpacz.
Iriael ledwie wytrzymywał. Wiedział, że gdyby nie jego „pomoc”, jaką otrzymał w przypływie mocy, nie miałby absolutnie żadnych szans z rozwścieczonym krwiopijcą. I mimo mocy, jaka został obdarzony, był mocno wycieńczony a do tego ranny w wielu miejscach. Usłyszał jednak w końcu błogie „teraz! Puść go!”, i przy kolejny ataku odsunął się tylko na bok, dysząc ciężko. 
Oparł się o ścianę, gdy wampir ze świstem przemknął wprost na postać Sinead siedząca w kręgu. Astaroth stał w pobliżu z pociemniała twarzą i rękami całymi we krwi i kredzie. W momencie, gdy tylko Dimitri przekroczył jeden z wyrysowanych kręgów, elfka „zamigotała” i pojawiła się tuż obok Astarotha. Wampir krzyknął łapiąc tylko powietrze, ale krąg nie pozwolił mu się dalej ruszyć. Przy każdym najmniejszym geście, krąg błyskał wyładowaniami magii, tworząc snopy iskier. Mimo to, wampir wciąż się szarpał szepcąc coraz bardziej ciche imię ukochanej.
Iriael spojrzał na Asytarotha i Sinead, którzy bynajmniej nie ruszyli się z miejsca, tylko uporczywie przyglądali się postaci wampira i…czegoś jeszcze. W kręgu, tuz za plecami szarpiącego się potwora zaczęła materializować się postać. Gdy w końcu proces ujawniania zakończył się, przed sobą miał łudząco podobną osobę do czarnowłosej Sinead. Dopiero w tym momencie wampir gwałtownie odwrócił się. Jego wykrzywiona do tej pory twarz złagodniała ukazując wyraz bezbrzeżnego zdumienia… „Mery?...”
Astaroth w tym czasie podciągnął za ramię elfkę i ruszyli w stronę drzwi. Sam nadal wpatrywałem się w niecodzienne widowisko, ale czarnowłosy elf zasłonił mi widok pomagając mi wstać.
- Mają tylko chwilę dla siebie…my w tym czasie znikniemy…
Elfka biegła przodem, co chwila sprawdzając czy nadal z nią jesteśmy, Asatroth podtrzymywał mnie, bo niestety ledwie mogłem się poruszać. Krew obficie sączyła się z ran, a w takim miejscu groziło to dodatkowym niebezpieczeństwem.
Na dole czekały rozedrgane jednorożce, które biegały nerwowo zarzucając łbami. Nawet Arienhera była przerażona, kiedy czarnowłosy elf podsadzał mnie na jej grzbiet. Ruszyliśmy tak szybko, jak to było możliwe. Nikt nie był w stanie powiedzieć czegokolwiek.

<Sinead?>

niedziela, 22 września 2013

Od Sinead do Iriaela "Uwięziona w wampirzym zamczysku" cd.

Byłam kompletnie zagubiona i zrezygnowana. Z każdą chwilą coraz bardziej chciało mi się płakać. Łzy strugami ciekły mi po policzkach. Słyszałam słowa Dimitriego dźwięczące gdzieś w otchłaniach mojego umysłu.
,,Mary, kochanie, nie wieżę, że mogłaś o mnie zapomnieć... Nie płacz... Jeśli się uspokoisz to pójdziemy razem wypić czyjąś krew... Ty zdradziecka małpo, przyznaj się do mnie! Wiem, że to ty!'' - syczał na mnie.
To doprowadzało mnie do obłędu. Torturowało mój umysł, moją psychikę.
- Nie! - pisnęłam żałośnie - NIE!!! - łapałam się za głowę usiłując walczyć z mocą wampira, lecz niestety - to był jego teren i miał tutaj przewagę.
Czułam, że zaraz tu przyjdzie... Ale w tym był też wyczuwalny... Ten wewnętrzny impuls... Jakby ktoś mnie wołał. Wyczuwałam Suessa. 
Informował mnie o swoim przybyciu. Sprowadził pomoc.
Zbladłam. Ogólnie to cały czas jestem blada jak trup, lecz teraz byłam jeszcze bielsza... Niczym ściana...
A co, jak Dimitry coś zrobi któremuś z elfów?
Zamilkłam na chwilę. W duchy modliłam się, by Dimitriego nie zachęciło to do przybycia na miejsce.
Słyszałam czyjeś kroki dobiegające z korytarza. Zadrżałam lekko. Nie miałam pewności, czy jest to ktoś z wioski, czy może raczej wampir.
A tak w ogóle... To czemu ja mu tak przypominam Mary?
Zamknęłam oczy i po chwili je otworzyłam, przede mną siedziała dziewczyna łudząco podobna do mnie, gdy się odsunęłam od niej rozmyła się jakby w powietrzu.
Tak więc... TO BYŁ DUCH! I to chyba tej samej Mary, o której mówił ten wampir.
Skuliłam się. Ciągle bałam się jednak, że Dimitry tu przyjdzie i mnie ugryzie...
Kroki zbliżały się coraz bardziej. Zamknęłam oczy i zacisnęłam pięści. 
Bałam się. Teraz już czułam na sobie czyjś wzrok.
- Litości, błagam... - wyszeptałam drżąc lekko.
- Sinead, to ja - usłyszałam głos Astarotha - ...Przyszedł również Irael, nie martw się, wyciągniemy cię stąd... - przyklęknął obok mnie i zaczął mnie rozwiązywać.
Spojrzałam na Astarotha z wdzięcznością. Kantem oka przyglądałam się Iraelowi, który cały czas bacznie obserwował otoczenie.
- Pospieszcie się... - szepnął.
Nagle za nim ujrzałam Dimitriego, którego oczy lśniły czerwienią.
- UWAŻAJ! - krzyknęłam niemal rzucając się w obłędzie na Astarotha. Miałam wrażenie, że Dimitry zaraz zacznie hipnotyzować.
Irael obejrzał się szybko za siebie i nim wampir wbił kły w jego ciało odskoczył. Wtedy Dimitry porwał z jednej ze ścian co prawda z lekka zardzewiały, ale ostry miecz i puścił się z nim w stronę Iraela.
- Mary zostanie ze mną!!! - zawołał wściekły.
- To nie jest Mary! Mary już od dawna nie żyje... - wciął się Astaroth przytrzymując mnie.
Widać wyczuł, że mogę zaraz się zerwać i jeszcze przypadkiem dostać pod ostrze Dimitriego.
- Przestań! - wołałam do wampira - Przestań!
On jednak mnie nie słuchał. Przyparł Iraela do jednej ze ścian i rozpoczął swoje sztuczki.
Widziałam w jego oczach hipnozę. Astaroth zakrył mi dłonią oczy, bym nie była poddana działaniu mocy Dimitriego.
- Pomóż mu... - szepnęłam roztrzęsiona - ...On chce zabić Iraela...
Nagle usłyszałam dziki ryk Iraela który zamroczony został boleśnie zraniony mieczem.
Bałam się... Jestem głupia... Czemu przeze mnie wszyscy zawsze mają problemy?

< Irael? >